Zimne morze poharataną duszę koi

Dzielę się ujęciami z miejsca, do którego uciekam co roku, aby posklejać poobijane duszę i ciało.

Autor: Stanisław Król

Stoję na mokrym piasku. Lodowate fale obmywają moje obolałe stopy i moczą nogawki spodni. Porywisty wiatr przebija się przez zbyt lekką kurtkę, a w mojej głowie kołacze się  tylko jedna myśl – Znowu mi się udało. I to prawda. Dałem radę przyjechać tu kolejny raz. Jestem zmieniony, trochę bardziej poobijany niż zwykle i może odrobinę mądrzejszy.

Cypel Helski to miejsce, które jest stałym punktem mojego życia. Przyjeżdżam tu co roku, od kiedy miałem trzy lata, i z biegiem czasu moje nastawienie do tych podróży uległo zmianie. Z beztroskich wakacji przerodziły się w czas podsumowań i zadumy. Morze pozwala mi zyskać nową perspektywę na to, co wydarzyło się w moim życiu. Niezależnie od tego, co się stanie, fale nadal będą bić o brzeg – tak jak robiły to od zawsze. Stałość natury tego miejsca pomaga mi się pozbierać i nabrać sił na podjęcie kolejnego etapu życiowej tułaczki. 

Ta galeria powstała podczas mojego ostatniego wyjazdu na cypel, w październiku tego roku. Zawiera w sobie zdjęcia zrobione w Kuźnicy oraz w Helu. Nie postawiłem sobie celu podczas fotografowania – starałem się dobrze bawić. Małym eksperymentem były zdjęcia panoramiczne, które, moim zdaniem, świetnie oddają rozciągłość nadmorskich krajobrazów.