Autor: Stanisław Król
Mówi się, że nie można uciekać przed problemami. Powinniśmy stawiać im czoła i walczyć do końca. Jednak z czasem przekonałem się, że jest nieco na odwrót. To problemy nie mogą uciekać – zaś odsunięcie się od nich przyniesie nam jedynie wytchnienie i nową perspektywę.
„Odsunąłem się” więc do Marsylii od problemów i zła, które czyhały na mnie w Polsce. Miasta, które znałem wyłącznie z przeciętnych filmów o taksówkarzu w białym peugeocie oraz z tego, że jest to najniebezpieczniejsze miasto w Europie (chociaż na tle np. USA wypada naprawdę wzorowo). Odwiedzałem tam przyjaciół, którzy otoczyli mnie miłością i opieką, której potrzebowałem wtedy jak powietrza. Poza spędzaniem czasu z nimi miałem parę dni na samodzielną eksplorację miasta. Doświadczanie Marsylii samemu, korzystanie głównie z funkcji kompasu na zegarku, skręcanie w każdą interesującą uliczkę – to było coś niezwykłego.Marsylia tętni życiem, nawet gdy na ulicach są pustki. Wszechobecne graffiti, małe zakłady usługowe oraz zaśmiecone ulice nadają miastu zużytego, ale paradoksalnie nie zapuszczonego charakteru.






Głównymi punktami widokowymi są okoliczne wzgórza i Katedra Marsylska, z której rozciąga się imponująca panorama na Stary Port. Monumentalna sylwetka owej katedry sama w sobie stanowi charakterystyczny element miejskiego krajobrazu widoczny z niemal każdego punktu w mieście. Z kolei Cité Radieuse Le Corbusiera (choć nie jest tradycyjnym punktem widokowym) dzięki udostępnionemu tarasowi odkrywa przed zwiedzającymi unikalną, przyziemniejszą perspektywę na miasto. Sam budynek, oprócz mieszkań, ma dwa piętra przeznaczone na sklepy i restauracje oraz przedszkole – wszystko w myśl samowystarczalności.
W południowej części miasta rozciąga się Parc National des Calanques, który zachwyca wyrzeźbionymi w wapieniach zatoczkami, lazurową wodą i intymnymi, kamienistymi plażami – jest też popularnym miejscem spotkań studentów pobliskiego uniwersytetu, którzy chętnie rezygnują z udziału w zajęciach, by zażyć tam kąpieli.

