Niesamowite przygody detektywa Dicka Tracy’ego

Dick Tracy to postać w Polsce raczej nieznana. Odkryjmy więc fascynujący prasowy, radiowy i kinematograficzny żywot nieustraszonego detektywa!

Niesamowite przygody detektywa Dicka Tracy’ego

Dick Tracy to postać w Polsce raczej nieznana. Odkryjmy więc fascynujący prasowy, radiowy i kinematograficzny żywot nieustraszonego detektywa!

Autor: Artur Dziubiński

Wstrętna jakość dostępnych kopii filmów i seriali, brak budżetu i międzynarodowej rozpoznawalności, a także technologiczny falstart aktorskich przygód detektywa o dobrych czterdzieści lat to chyba pierwsze przyczyny pewnej globalnej alienacji ikony amerykańskiej popkultury. Efekty specjalne nie były jeszcze na takim poziomie, żeby filmowa adaptacja komiksów mogła im dorównać. Bez CGI albo zaawansowanej animatroniki, trudno jest wygrać realizmem z wyobraźnią. Nieustraszony detektyw nie ustępuje przecież w niczym Batmanowi – był odpowiedzią popkultury na gangsterskie lata trzydzieste, posługiwał się wyrafinowanymi gadżetami, uczestniczył w pościgach, strzelaninach i dochodzeniach. Miał nawet przyjaciela komendanta, zabawnych pomagierów, ohydnych przeciwników i traumatyczną przeszłość związaną ze śmiercią rodzica. Mało tego – jego komiksowe historie spotykały się z krytyką za zbyt dużą brutalność!

Dick Tracy to postać w Polsce raczej nieznana, jeśli nie liczyć oscarowego filmu z Madonną z 1990 roku, który widziało pewnie jakieś 15 osób odpowiedzialnych za ramówkę w Pulsie pięć lat po upadku związku radzieckiego. Nie jest to specjalnym szokiem, biorąc pod uwagę, że pochodzi zza przedwojennej Wielkiej Wody i jest postacią z pogranicza czerni, bieli, komiksu i kryminału. Jednak zamiast zwieszać głowę w rozpaczy nad utraconymi komiksami, których z woli dystrybutorów nie było nam dane poznawać w takim zakresie jak tych z Kaczorem Donaldem, skupmy się na fascynującym, prasowym, radiowym i kinematograficznym żywocie Dicka Tracy’ego .

Plansza

Najpierw o radiu. Na potrzeby naszej dzisiejszej przygody przesłuchałem dwa odcinki niemal codziennie publikowanych audycji. Dostępne są na YouTubie w naprawdę pokaźnej liczbie, wszystkie trwają około kwadransa i zostały okraszone reklamami „eksplodujących płatków ryżowych, do których naprawdę strzela się z dział!”, czy innego rakotwórczego, przedwojennego śniadaniowego zapychacza na bazie ołowiu dla rodziny z przedmieść. Radiowe show jest zdecydowanie niedzisiejsze, a tragiczna jakość zapisanego dźwięku nie ułatwia zrozumienia wieloosobowych dyskusji bohaterów przeplatających się w różnych pomieszczeniach. Akcenty złoczyńców są cudne, a słuchowisko pozwala zrozumieć skalę popkulturowego przedsięwzięcia, z którym się spotykamy – każda audycja kończy się szyfrem podawanym przez Juniora (młodego pomocnika Tracy’ego), który uważni słuchacze muszą złamać, by odczytać „Bardzo Ważną Wiadomość” i „posługiwać się kodem równie biegle co Dick Tracy”. Oczywiście należy notować w dedykowanym notesie, który swoją drogą można otrzymać razem z odznaką i zirytowanym spojrzeniem matki, która w końcu ugięła się i wysłała kupon znaleziony w pudełku płatków firmy Quaker. Piątka za bezczelny, wycelowany w dzieci marketing w stylu naszej ulubionej platformy z filmikami – chociaż reklamy rozpoczynające i kończące program trwające po pięć minut i nie dające się pominąć to nawet dla niej niedościgniony ideał. Przesłuchanie chociaż jednego odcinka może posłużyć za ciekawą formę przypomnienia, że w czasach, w których wszystko było czarno-białe i śmiertelnie poważne, ludzie chcieli słuchać sponsorowanych podcastów o zbrodniach dokładnie tak samo jak dziś.

Kamera

Serial – tym razem zawierający również obraz (!) – z imć Dickiem nakręcono około 1937 roku i składał się z kilkunastu naładowanych akcją dwudziestominutowych odcinków. W protagonistę wciela się Ralph Byrd, a towarzyszą mu Kay Huges, Smiley Burnette oraz Lee Van Atta. Za scenariusz wzięli się panowie Winston Miller i Barry Shipman, a za reżyserię Alan James i Ray Taylor. Czemu aż tylu? Trudno stwierdzić, ale być może Republic Pictures uznało, że skumulowanie doświadczenia ludzi kręcących na potęgę westerny i Flasha Gordona przysłuży się efektowi końcowemu. Chyba mieli rację. Serial stoi w fantastycznym rozkroku nad scenami komiksowymi, teatralnym aktorstwem lat trzydziestych, kinem noir w rozkwicie i mechanicznie przyspieszonymi scenami pościgów przywodzącymi na myśl złote lata kina niemego. Co prawda, budżet i technologia nie pozwoliły na oddanie na ekranie spektakularnego pierwowzoru smartwatcha używanego przez Tracy’ego do…przedwojennego facetime’a, ale jak najbardziej pozwoliły na spektakularne efekty praktyczne w scenach walących się mostów, rozbijających się samolotów i kaskaderskich pościgów po rusztowaniach. Takiego stężenia akcji nie spodziewałem się w żadnym przedwojennym filmie. Ponadto, materiał źródłowy w postaci komiksów rozgrzeszył twórców, których w przypadku kierowania się własną inwencją, możnaby posądzić o niepoważne traktowanie widza stężeniem nieortodoksyjnego science-fiction już w pierwszym odcinku – burzący mosty gramofonie przyczepiony do samolotu w układzie latającego skrzydła, patrzę na ciebie! — a jest ich aż piętnaście.

Serial jest spektakularny i gdyby nie dramatycznie zachowany dźwięk, prawdopodobnie obejrzałbym go za jednym zamachem. Dla widza rozumiejącego angielski z akcentem z hrabstwa Crackschurstz, jest dostępny za darmo na stronie Internet Archive. Serdecznie polecam.

Wieloletnia przerwa w emisji to bardziej znak naszych czasów, słynących z odgrzebywania starych hitów by przyciągnąć widownię zwabioną zapachem nostalgii. Jest to serial stary, więc wcale nie było przerwy! Wytwórnia Republic w konwulsyjnej reakcji na sukces pierwszego serialu, w latach 1938-1941 wydała na świat jeszcze Dick Tracy Returns, Dick Tracy’s G-Men oraz (podobno najlepszy z nich) Dick Tracy vs. Crime Inc.

Ten ostatni został (tak dla pewności) ponownie puszczony na srebrnym ekranie w 1952 roku – roku śmierci Ralpha Byrda. Jednak jeszcze w 1951 roku telewizja ABC wypuściła serię odcinków o wcale nie mylącym tytule – Dick Tracy – w którym w detektywa zdążył się jeszcze wcielić oryginalny aktor.

Potem były spoty telewizyjne (ponownie) płatków śniadaniowych, ale tym razem firmy Post. Reklamy te dawały możliwość przerzucić na kolejne pokolenie miłośników tajemnic koszt zakupu darmowych zabawek w zbyt drogim pudełku płatków. Dick Tracy był w tym wypadku rysunkowy, więc kłopot z obsadą nie wystąpił. W 1961 za ciosem poszła United Productions of America (UPA), produkując serial animowany pt. The Dick Tracy Show. Historia została upchnięta w przepełnionych jetsonowską kreską lat sześćdziesiątych 130 pięciominutowych odcinkach ze śladowym udziałem tytułowego bohatera i przesytem slapsticku. Super.

Akcja!

Filmy pełnometrażowe to już inna para kaloszy. Weźmy na przykład ten o tajemniczym, niepowtarzalnym tytule „Dick Tracy” z 1945 roku. Trwa 61 pozbawionych efektów specjalnych minut, ale nadrabia mniej drewnianymi dialogami i już bardziej nowoczesnym podejściem do przedstawienia motywacji złoczyńcy. Film ogląda się przyjemnie, ale wyraźnie akcja w nim niedomaga. Nie zagrał w nim też Ralph Byrd, co spotkało się z dezaprobatą odbiorców. Wytwórnia RKO, żeby nie pogrzebać szans na dalszą eksploatację bohatera, już po kolejnym podziękowała Morganowi Conwayowi i przeprowadziła skuteczną RKO na franczyzie, w samym tylko 1947 roku kręcąc z Byrdem od razu dwa filmy: Dick Tracy Meets Gruesome oraz Dick Tracy’s Dilemma. Do lat sześćdziesiątych temat filmów z bohaterem o nazwisku zajmującym połowę objętości tego tekstu nie był raczej wznawiany – w latach pięćdziesiątych Ralph Byrd działał jeszcze przy serialu, a po jego śmierci nie pojawił się godny następca. Nawet niegodny następca – Morgan Conway – stał się niedostępny po tym jak wybrał karierę na rynku nieruchomości zamiast tej w Hollywood. Dwa filmy wystarczyły by ludzie zaczęli go traktować jako Tracy’ego, a nie Conwaya, czego nie był fanem – wyruszył więc do New Jersey. Brawo, panie Conway, Trzeba mieć swoje priorytety.

W 1967 roku nakręcono na potrzeby telewizji pilotowy odcinek kolejnego serialu, który chyba tylko dla uniknięcia nieporozumień został potraktowany na IMDB jako po prostu film telewizyjny. W tym przypadku, w detektywa wcielił się Ray MacDonnell. Rozstał się był z rolą już po 28 minutach. Film fruwa po internecie (zapobiegawczo nagrany przez kogoś w najgorszej możliwej jakości), a ponieważ jego fabuła skupia się na zagrożeniu zewnętrznym dla bezpieczeństwa NATO, można powiedzieć, że, dziś przemawia do wyobraźni.

1990

Wejście w lata dziewięćdziesiąte dla naszego G-mana w kapeluszu zaczęło się od wysokobudżetowego blockbustera, który w moich oczach mógłby konkurować z Maską o miano najpiękniej przerysowanego filmu gangsterskiego końca XX wieku. Grający główną rolę Warren Beatty, któremu towarzyszą zjawiskowe Glenne Headly i Madonna, dali widowni, moim skromnym zdaniem, najlepszy kinowy występ najsłynniejszej postaci Chestera Goulda w historii. Film w reżyserii Warrena Beatty’ego i Jima Casha zebrał trzy oscarowe statuetki – w tym w pełni zasłużone za charakteryzację i scenografię – i wiele bardzo pozytywnych recenzji. Obraz miał przywodząca na myśl Gotham City muzykę i estetykę oraz bezkompromisowo realizował komiksowe szaleństwo. Wystarczy powiedzieć, że jednego z głównych antagonistów gra Al Pacino, ucharakteryzowany i zachowujący się tak, że nigdy już nie obejrzycie Zapachu kobiety w ten sam sposób.

Swoją znajomość z Dickiem Tracym zacząłem właśnie od tego filmu, kilka lat temu, kompletnie nieświadomy popkulturowego kontekstu. Dopiero nieśmiałe poszukiwania kontynuacji (zapowiadanej zresztą co kilka lat od przeszło trzech dekad) sprawiły, że natrafiłem na pierwszy serial. Z konsekwencjami tegoż natrafienia musicie się teraz mierzyć Wy, ponieważ postanowiłem napisać ten tekst by zbliżyć Was, drodzy miłośnicy tajemnic, do poznania kolejnej nieco zakurzonej postaci, niegdyś kształtującej całe pokolenia małych i dużych Amerykanów.

Rekomendację mam jedną. Obejrzyjcie film z 1990 roku – naprawdę warto. Może też kilka odcinków serialu z lat trzydziestych – będzie to najbardziej zaskakującym elementem waszego tygodnia.

I kupujcie płatki firmy Quaker, do których naprawdę strzela się z dział!