BeReal czy BeFake?

Tekst: Agnieszka Szpotowska Zwlekłam się z łóżka i idę zrobić sobie kawę, której w końcu i tak nie dopiję, bo jak zwykle za późno wstałam, więc spóźnię się na zajęcia. Po drodze wstępuję do Lubaszki kupić kawałek pizzy i biegnę dalej, żeby zdążyć na metro. Mimochodem przeglądam Instagrama i widzę tych pięknych ludzi, wstających o 6.00 rano, aby zrobić trening, jedzących zdrowe…

Tekst: Agnieszka Szpotowska

Zwlekłam się z łóżka i idę zrobić sobie kawę, której w końcu i tak nie dopiję, bo jak zwykle za późno wstałam, więc spóźnię się na zajęcia. Po drodze wstępuję do Lubaszki kupić kawałek pizzy i biegnę dalej, żeby zdążyć na metro. Mimochodem przeglądam Instagrama i widzę tych pięknych ludzi, wstających o 6.00 rano, aby zrobić trening, jedzących zdrowe posiłki, pijących trzy litry wody dziennie. Tych, którzy na koniec dnia po ciężkiej pracy pójdą na jogę, żeby przed ośmiogodzinnym snem się wyciszyć. I całe to ich życie wygląda jak z bajki, a ja niewyspana, z zimnym już kawałkiem pizzy, zastanawiam się, co poszło nie tak w moim życiu. Powinnam przecież być najlepszą wersją siebie, bo to właśnie najlepszy moment mojego życia. I niby wiem, że świat w Internecie nie odzwierciedla rzeczywistości, ale coś w głowie mi podpowiada, że może jednak istnieje idealne życie, które mogę osiągnąć?


Moje przemyślenia przerywa powiadomienie z BeReal. Dodaję więc zdjęcie i przeglądam posty znajomych. Kolega siedzi w biurze, koleżanka na siłowni, ktoś się uczy, a ktoś inny jest na konferencji naukowej. Wszyscy produktywnie spędzają czas. Wszyscy robią coś względnie ciekawego. Spoglądam na pasażerów siedzących dookoła, ustawiają się do zrobienia pięknego, idealnego selfie. Dziewczyna obok mnie wyciąga książkę i robi zdjęcie, a przecież jeszcze przed chwilą wcale jej nie czytała. Ale w social mediach trzeba się wyróżnić, pochwalić, a czasami wyolbrzymić lub podkoloryzować.


Kiedy byłam na Erasmusie w Holandii, pewnego dnia wybrałam się do baru jazzowego. Dodałam filmik z tego wyjścia na Instastory i mnóstwo znajomych napisało do mnie w odpowiedzi ze słowami zachwytu, komentując jak mi tam wspaniale, jak mi zazdroszczą. Rozśmieszyło mnie to, bo był to niczym nie wyróżniający się bar. Mnóstwo jest takich w Krakowie czy w Warszawie, ale chodziło w tym wszystkim o to, że on był w Holandii, nie w Polsce. I tak właśnie patrzymy na te social media i myślimy, jak inni mają dobrze, robią coś ciekawego, coś innego. A realia wyglądały tak, że po sześciu dniach codziennej pracy oraz chodzenia na zajęcia udało mi się wyrwać na dwie godziny ze znajomymi, by posłuchać muzyki jazzowej na żywo. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale jednak na social mediach wszystko wygląda jakoś lepiej, ładniej, a na pewno ciekawiej niż u nas w codziennym życiu, prawda?


Wczoraj byłam na zajęciach, następnie pojechałam na konferencję psychologiczną, potem na siłownię, a na koniec dnia poczytałam książkę, ale nie opublikowałam żadnego zdjęcia w social mediach. Wedle słów Vincenta Severskiego: Jeśli czegoś nie ma w Internecie, to nie istnieje to czy to wszystko się wydarzyło, czy nie…?