O współczeności i narzekaniu na nią

Teraźniejszość jest, jaka jest. Tylko od nas zależy, czy będziemy dostrzegać jej dobre, bądź złe strony.

Elektryczność

O skrzenie niebiańskie, siło nieposkromiona!
Coś onegdaj zsyłała błyskawice z nieba,
A teraz ku niebiosom mocy Ci potrzeba,
Substancjo ty ognista, w światłach rozjarzona!

I widział lud te groźne pioruny świetliste,
Dziś widzi gmachu General Electric wieżę
Gotycką, ozdobną w płomienne, groźne pierze
Prądu wyrażone władania wiekuiste!

I dziwił się, a czasem ciągle dziwi: Co to?
Przeszklona bulwa, wewnątrz drut, jakoby świeca?
Ty światłem lampy, zimnem chłodni, ciepłem pieca.
Kto zna cię – szlachetnym, kto się boi – ciemnotą…

Bez Ciebie Broadway jest jak Whitechapel Dickensa,
Zabiedzony, ciemny… A z tobą… O Niebiosa!
Na rozstaju Times Square kobieta rudowłosa
Pyszni się neonem, elektryczna drży rzęsa.

Gnasz niepohamowana, nie dajesz wytchnienia,
Rozświetlasz New-York, Londyn, Budapeszt, Warszawę
I nie tylko w drutach, lecz w sercach czynisz wrzawę,
Ty dzisiejszego świata przyczyno istnienia!

Autor: Przemysław Tworek

Poezja narzekania

Widzisz jak ta książka na stole leży krzywo?
Nikt, by ją poprawić, nie spieszy się o dziwo.
Jak okropnie leniwi potrafią być ludzie.
Już wkrótce całkiem przez nich utoniemy w brudzie.

Brr, przeciąg. Tego tylko brakowało jeszcze.
Czuję jak po plecach mych wciąż przechodzą dreszcze.
Kto otworzył okna musi nie mieć sumienia!
Przecież to najprostsza droga do przeziębienia.

A słyszysz jak podłoga skrzypi przeraźliwie?
Że na palcach tu chodzą, wcale się nie dziwię.
Dźwięk, jak ten, nawet kamień najtwardszy poruszy.
Chodźmy stąd, nim do reszty mnie rozbolą uszy.

Ależ dzisiaj słońce bezlitośnie przypieka.
Taki żar na skwarkę może spalić człowieka.
Przed nami został jeszcze lata miesiąc cały.
Wykończą nas wszystkich te nieznośne upały.

Ależ harmider robi ta dzieciarni zgraja!
Czy podstaw kultury nikt wcale im nie wpaja?
Tylko nie mów mi nic o cielęciu i wole.
Dobrego wychowania winni uczyć w szkole.

Nie dość, że gorąco jest i głośno na dworze,
To nawet na chwilę człowiek usiąść nie może.
Wszystko mnie irytuje i męczy od rana,
Jeszcze każda ławka jest świeżo malowana.

W nieskończoność tak mogą ciągnąć się grymasy
Na złośliwości losu, bądź współczesne czasy.
Miast na nasze bolączki szukać rozwiązania,
Wolimy uprawiać poezję narzekania.

Autor: Stanisław Siemiński